Recenzje - Teatr

"Faktory 2" Krystiana Lupy – spektakl o...

2009-01-05 07:57:15 | Kraków
 Kim był Andy Warhol to wiedzą wszyscy. Warto zwrócić uwagę na jedną z cech, która miała znaczący wpływ na możliwości rozwoju jego twórczości, a więc również na jego życie...

Była nim akceptacja otaczającej go kultury masowej, umiejętność odnalezienia się wśród znanych osobistości w celu uzyskania odpowiednich kontaktów, systematyczna promocja własnej sztuki, której koncept można by po części streścić do „podnoszenia do wysokiej rangi, tego co niskie”. I to między innymi w spektaklu Factory 2 przedstawił Krystian Lupa.

Materia, która wymyka się spod władzy.O przedstawieniu Lupy w Starym Teatrze napisano już tak wiele obszernych recenzji, w których szczegółowo przedstawiono przebieg spektaklu, omówiono grę aktorską, muzykę i scenografię oraz zinterpretowano całość, że aż szkoda tworzyć kolejną, podobną, a tym samym również – odbierać widzowi możliwość zapoznania się i wyrobienia sobie zdania na temat inscenizacji tego znanego reżysera. Inscenizacji, która zasadniczo różni się od jego poprzednich dzieł. Warto natomiast zwrócić uwagę na to, jakie pytania i problemy wyłoniły się z pospektaklowych rozważań krytyków teatralnych i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie o „sens” dzieła oraz o możliwości jego społecznego oddziaływania.

Andego Warhola zagrał Piotr Skiba, fizjonomią idealnie pasujący do tej roli, którą zresztą ciekawie wykreował, podobnie jak inni aktorzy – pozostałe postacie z Fabryki, czyli miejsca spotkań artystów-przyjaciół Andego, pozostających pod wpływem i wrażeniem tego „artystycznego guru”. Spektakl nie powstał w oparciu o scenariusz, lecz jest zbiorem aktorskich fantazji i improwizacji, stworzonych na podstawie materiałów na temat Warhola, jego filmów, książki, relacji jednej z jego przyjaciółek. Praca trwała rok czasu i była ciągiem niczym nieograniczonych eksperymentów.

To właśnie eksperyment i improwizacja są kluczem do zrozumienia nie tylko struktury przedstawienia, ale przede wszystkim jego sensu. Na tle pomalowanej na srebrno, z czerwoną kanapą na środku, kilkoma obrazami na ścianie oraz kamerami i aparatami fotograficznymi sceny, aktorzy „są” i „grają” jednocześnie: starają się grać, przerywają tę grę, rozpoczynają ją ponownie. Przez siedem godzin Krystian Lupa przygląda się i próbuje kierować procesem twórczym, który zachodzi wewnątrz jednej z artystycznych grup – „grupy Warhola”. Tak jak role wymykają się aktorom, którzy często nie wiedzą, co ze sobą zrobić, tak samo reżyseria wymyka się Lupie, aby po chwili znów wpaść na właściwy tor. Nic nie jest tu przypadkowe. Kamery stają się nie tylko narzędziem ukazania „artystycznego autyzmu”, w który popadają zebrani, chętnie i często filmujący się (również nago), ale przede wszystkim narzędziem wyrażenia stosunku reżysera do sztuki, którą próbuje on z różnych stron ogarnąć; jak również pytaniem o możliwości teatru, którego autentyczność zdaje wyczerpywać się na korzyść filmu. To ponadto wskazanie na artystyczną naturę i zainteresowania samego Warhola, który był autorem około 40 filmów. Celem ich powstania była przede wszystkim chęć zatrzymania w kadrze ludzi w ich naturalnych (a więc najbardziej autentycznych) odruchach tj. m.in.: seks, sen. Filmy trwały po kilka czy kilkanaście godzin.

U Lupy wszystko dąży i służy do ukazania cienkiej granicy pomiędzy prawdziwym życiem a sztuką. Jednocześnie Warhol staje się jego alter ego. Nazywający siebie artystami, skupieni wokół guru bliscy znajomi Andego, są jedynie jego nieudolnymi naśladowcami. W spektaklu zostają pokazani jako ludzie komiczni i żałośni, choć niezwykle sympatyczni – sztuka w ich przypadku sprowadza się do banalnych aktów twórczych, których wartość artystyczna jest żadna. Tematem spektaklu jest również m.in.: proces podglądania, który był ulubionym zajęciem Warhola, nie umiejącego nawiązywać zwyczajnych kontaktów międzyludzkich. Teraz Andego mogli podglądać widzowie i reżyser. W porównaniu do poprzednich spektakli, gdzie Lupa silną ręką prowadził aktorów od początku do końca inscenizacji, tu – mimo jego obecności na sali, głośnych uwag w stronę aktorów czy obecności również na scenie (ale już nie gry) - widać, że materia teatralna wymknęła się spod jego władzy, a życie sceniczne toczyło się własnym biegiem.

Domeną artysty jest fanaberia!
Jak na długo oczekiwany spektakl (który okazał się zresztą najciekawszy dla oceniających przedstawienia w konkursie organizowanym na festiwalu Boska komedia) zareagowali krytycy teatralni i dziennikarze prasowi? Ich zdania były podzielone: nudny, niezwykły, świetny, warty obejrzenia, znakomity, o niskim poziomie artystycznym, rażący banałem. W wypowiedziach najbardziej dziwią i zaskakują stwierdzenia o odejściu Lupy od tworzonego wcześniej teatru opartego o wielką klasykę, rozumiane jako kres możliwości twórczych, próby uchwycenia czy jest to teatr „młodego czy starego”, zarzucanie, że praca nad spektaklem trwała aż rok, gdzie w żadnym innym teatrze na świecie czy w Polsce jest to nie możliwe.

Nie rozumiem tego typu dyskusji i krytyki, nie skupiającej się na ocenie dzieła, lecz szukającej punktu zaczepienia do zawężenia myślenia o teatrze. Tak jakby autorzy zakładali, że reżyser nie ma prawa odejść od pewnej estetyki w kierunku innej (niezależnie na jak długo), nie ma prawa do autodystansu, „polemiki” z samym sobą, artystycznego autoresume (jeśli za taki potraktować Factory 2, a jest to prawdopodobne). Tak jakby reżyser nie miał prawa do swobodnej fantazji artystycznej na zupełnie dowolny temat. A przecież domeną artysty jest fanaberia! Pytanie o to, czy Lupa chciał „odmłodzić” swój teatr lub też podejrzenie o kres możliwości twórczych, to pytania, które i tak na tę chwilę pozostaną bez odpowiedzi. A czy źle, że praca nad spektaklem trwała tak długo? Tego też nie można stwierdzić jednoznacznie i radykalnie skrytykować, zaś skoro istnieją możliwości, niech one zostają jak najlepiej wykorzystywane! Byle efekty były godne uwagi...

Mimo, że osobiście liczyłam na zdecydowanie bardziej awangardową interpretację życia i twórczości Andego Warhola i nie wybrałabym się na ten spektakl po raz drugi (w przeciwieństwie np. do Kalwerku), to jednak uczestniczenie w życiu „żywych” ludzi-postaci było przeżyciem interesującym. Ten lekki i zabawny wydaje się być również świetnym świadectwem naszej epoki, w której wielu młodych ludzi aspiruje do miana artystów i takie – po odpowiednim wypromowaniu w mediach – są im od ręki przyznawane...

Sztuka Lupy jest więc wielokontekstowa i wielopoziomowa – każdy znajdzie w niej własne pola do swobodnej interpretacji. Myślę, że Lupa „przechytrzył” tych wszystkich krytyków, którzy w sposób metodologiczny i komparatystyczny podeszli do jego dzieła, które miało być przede wszystkim do oglądania i odczuwania, a nie do opisywania i oceniania. Lupa postąpił z Warholem tak, jak Warhol postępował z życiem i ze sztuką - ujął biografię jego i jego bliskich w te same kategorie artystyczne, którymi postrzegał i „rejestrował rzeczywistość” Warhol oraz te kategorie w podejściu do życia-sztuki ukazał widzowi. I ta metarefleksja wydaje się być najciekawsza i esencjonalna, czego część krytyków również nie dostrzegła...

To, co najważniejsze to również chęć „reinkarnacji”, a nie „reprodukcji” Fabryki, o czym mówił Lupa w jednym z wywiadów. To właśnie ten fakt i to podejście do twórczości teatralnej oraz jego efekty powinny mieć niezwykłe znaczenie dla myślenia o teatrze jako o miejscu, w którym sztuka nie będzie jedynie kategorią formalną, lecz - częścią codzienności. Mam nadzieję, chcę mieć nadzieję, że właśnie ten spektakl skłoni aktorów, reżyserów, scenografów do myślenia o teatrze nie jako miejscu, w którym są jedynie „zatrudnionymi na etat”, ale jako o miejscu przyjacielskiego spotkania i wymiany artystycznych energii, choć może niekoniecznie w obecności silnego i manipulującego swoim słabym otoczeniem guru.

Wierzę, chcę wierzyć, że twórca takich spektakli jak Kalwerk, Zaratustra czy Mistrz i Małgorzata, stoi dużo, dużo dalej i widzi dużo, dużo więcej i że Factory 2 nie żaden „zanik możliwości twórczych”, ale wstęp do tego, by pokazać, jakie te jego możliwości twórcze są szerokie. Fakt bowiem, że jedna i ta sama osoba z wielką swobodą porusza się po estetykach skrajnych, świadczy bezsprzecznie jedynie o jej wyjątkowości czy wręcz – o artystycznym geniuszu. Czego niektórzy zawiedzeni spektaklem krytycy niestety nie dostrzegli.

Alicja Jasiók

(alicja.jasiok@dlastudenta.pl)


Factory 2 - Krystian Lupa

tytuł realizacji: Factory 2
miejsce premiery: Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej
data premiery: 16-02-2008
reżyseria: Krystian Lupa
scenariusz: Krystian Lupa
scenografia: Krystian Lupa
współpraca dramaturgiczna: Iga Gańczarczyk, Magda Stojowska
kostiumy: Piotr Skiba
asystenci (WRD PWST): Jolanta Denejko, Krzysztof Garbaczewski, Szymon Kaczmarek, Radosław Rychcik
opracowanie materiałów filmowych: Łukasz Banach
Obsada:
Iwona Bielska, Iwona Budner, Marta Ojrzyńska, Joanna Drozda, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Urszula Kiebzak, Sandra Korzeniak, Katarzyna Warnke (gośc.), Małgorzata Zawadzka, Bogdan Brzyski, Zbigniew W. Kaleta, Adam Nawojczyk, Piotr Polak, Piotr Skiba (gośc.), Tomasz Wygoda (gośc.), Krzysztof Zawadzki, Szymon Kaczmarek/WRD PWST

*spektakl inspirowany życiem i twórczością Andy'ego Warhola.

Słowa kluczowe: faktory 2, andy warhol, krystian lupa
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
PidÅźamowcy
Pidżamowcy - Manhattany ekstazy [Recenzja spektaklu]

Bez znieczulenia o polskim szpitalnictwie. Oceniamy nową premierę teatru WTW.

Makbet
Makbet - recenzja spektaklu

Oceniamy nowy spektakl Teatru Muzycznego Capitol.

Szaberplac, moja miłość
Szaberplac, moja miłość - recenzja spektaklu

Oceniamy nową premierę Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Polecamy
Brak zdjęcia
"Wesele" w nowej odsłonie Kraków

Dla wszystkich miłośników twórczości Stanisława Wyspiańskiego oraz tych, dla których sztuki krakowskiego artysty wydają się trudne i niewiele znaczące dziś, Teatr im. Juliusza Słowackiego przygotował niespodziankę.

„Kalwerk” Lupy – arcydzieło sceniczne XX wieku
„Kalwerk” Lupy – arcydzieło sceniczne XX wieku Kraków

Przedstawienie powstało w 1992 roku w Starym Teatrze w Krakowie i grane jest do dziś i to nie tylko w Polsce. W lipcu będzie można je zobaczyć w The Gerald W. Lynch Theather w Nowym Yorku. „Kalwerk" bez wątpienia należy do tych spektakli, których nie można nie zobaczyć.

Ostatnio dodane
PidÅźamowcy
Pidżamowcy - Manhattany ekstazy [Recenzja spektaklu]

Bez znieczulenia o polskim szpitalnictwie. Oceniamy nową premierę teatru WTW.

Makbet
Makbet - recenzja spektaklu

Oceniamy nowy spektakl Teatru Muzycznego Capitol.

Kupony i kody rabatowe