Recenzje - Teatr

Dylematy krytyków: "Loteria na mężów..."

2007-11-14 12:02:46 | Kraków
 O szczegółach spektaklu i koncepcji realizacyjnej można oczywiście dyskutować, bo przecież różne mają ludzie gusta i różne poczucie humoru - napisał Adam Walaciński w podsumowaniu swojej recenzji w Dzienniku Polskim /09-11-2007/.
 
To dobry cytat, który nie tylko znów przypomina, że krytyka teatralna i kulturalna jest powierzchnią, po której trudno się poruszać, lecz również jest świetnym komentarzem do tego, co się zaczęło dziać w prasie po premierze "Loterii na mężów, czyli Narzeczony 69", która podzieliła krytyków. Może być on także punktem wyjścia do wydania kolejnej opinii na temat inscenizacji tekstów i muzyki Szymanowskiego w reżyserii Józefa Opalskiego.


na loterii
Akcja dramatu i libretta (bo te dwie części składają się na inscenizacyjną całość), jest interesująca: Sara, Caroline i Ewa, spadkobierczynie ekscentrycznego wuja Charliego dowiadują się, że jedyne, co dostały w spadku to rzeczy na starym strychu wuja, ponieważ ten zapisał cały majątek na rzecz Klubu Wesołych Wdowców i Klubu Starych Panien. Każdy z przedmiotów, które odnajdują kobiety jest impulsem do wywołania jakiejś historii na temat wuja, każda z nich zaś prowadzi jak po sznurku do rozwikłania całej intrygi, w czym ostatecznie pomaga Sherlock Holmes. Głównym tematem jest historia ojca wuja Charliego, który chcąc ukarać swoich synów: Charly'ego i Darly'ego za swawolny tryb życia, wraz z Klubem Wesołych Wdowców i Klubem Starych Panien urządził "loterię na mężów". Swoich potomków... wystawił w niej jako fanty!
 
Dalsze części odsłaniają miłosne zawiłości między zakochanymi: Charly'm (Ryszard Kalus) i Darly'm (Adam Sobierajski) oraz ich partnerkami Sarą i Molly Troodwood (Agnieszka Tomaszewska i Joanna Dobrakowska). Wbrew pozorom operetka posiada również warstwę "problematyczną". Stanowi ona komentarz w formie humorystyczno-groteskowej, zdystansowanej, do współczesnych stosunków społecznych, relacji damsko-męskich, ówczesnych fascynacji np. Ameryką, a równocześnie jest ich świetnym obrazem.

kontaminacja cake-walk i macziczy
Karol Szymanowski napisał tę operetkę w 1908 r., podpisał ją pseudonimem Whitney i schował do szuflady. Utwór nigdy nie trafił na scenę. Operetka składa się z 16 numerów muzycznych i nosi cechy muzyki Szymanowskiego tj.: harmonizacja, bogata polifonia, kontrapunkty. Żaden inny utwór nie jest w takiej mierze oparty na pastiszu i parodii, żaden też nie jest kontaminacją operetki wiedeńskiej, wodewilu, cake-walk, macziczy i innych tańców amerykańskich.

 dramaturgiczny kontekst
Pomysł na inscenizację nigdy dotąd nie wystawianych fragmentów operetki Karola Szymanowskiego doświadczonemu, wyróżnionemu „Srebrnym Medalem Gloria Artis-Zasłużony Kulturze” reżyserowi około czterdziestu spektakli, Józefowi Opalskiemu, wypłynął prosto z serca. Wiele lat temu Teresa Chylińska, muzykolog i znawczyni Szymanowskiego podarowała mu taśmę z nagraniem z 1952 r. Były na niej trzy fragmenty, które ujęły go i rozbawiły jednocześnie. Ale były to fragmenty, dosyć nieskładne i cząstkowe, zbyt afabularne, żeby móc je przedstawić. Potrzebne było coś jeszcze.
 
Z pomocą przyszedł Wojciech Graniczewski, który dla 16 muzycznych części operetki zbudował dramaturgiczny kontekst, w którym mogły one zaistnieć. Graniczewski napisał współczesną sztukę teatralną o trzech spadkobierczyniach wuja Charliego. Na strychu w domu wuja odkrywają one kolejne przedmioty, dziwią się, rozmawiają na ich temat, w ten sposob wywołują "duchy przeszłości", stare historie dotyczące wuja, jego ojca i synów oraz loterii urządzonej przez Klub Wesołych Wdowców i Klub Starych Panien, zawarte w operetkowych interpretacjach libretta do muzyki Szymanowskiego.

teatr czy operetka?
Spektakl jest więc teatrem w teatrze, "metaopowieścią" i w tym momencie już nie tylko operetką, ale również - opowieścią o operetce, ponieważ dwupoziomowość przekazu, z których jeden - ten współczesny - jest nam bliższy, tym bardziej, poprzez kontrast, ukazuje archaiczność i przeżytek form scenicznych, z którymi na co dzień rzadko mamy do czynienia. Pomysł wstawienia fragmentów opery w teatralne ramy wydaje się z jednej strony bardzo ciekawy, z drugiej - jest dyskusyjny. Nie do końca bowiem wiadomo, mimo, że mówi się o tym, co jest ważniejsze, co tak naprawdę jest mocniejsze scenicznie: teatr czy operetka.
 
Formuła inscenizacyjna, na jaką zdecydowali się realizatorzy spektaklu, sprawia, że wywoływane w formie operetkowej "duchy przeszłości", stają się jedynie wspomnieniem - komentarzem do zabawnej dialogowo historii trzech spadkobierczyń. Z drugiej strony te dwa plany, z których jeden (ale który?) ma być głównym - znoszą się wzajemnie, bo „planowi operetkowemu” poświęca się zdecydowanie więcej scenicznego czasu. Swiat dawny i współczesny są sobie bardzo odległe, rozmijają się, nie dając poczucia scenicznej pełni. Jednocześnie bardzo finezyjna muzyka Szymanowskiego schodzi gdzieś na drugi plan przy wciągającej tekstowo i inscenizacyjnie całości. Zastanawiające jest jednak przede wszystkim zakończenie, które jest pewnym standardem i rozwiązaniem mało błyskotliwym. Podobne można zobaczyć np. w spektaklu "Scat" wrocławskiego Teatru Muzycznego Capitol, z tym, że tam wózków z dziećmi jest więcej...

minimalistyczna przejrzystość z dobrymi akcentami
Scenografia "Loterii..." jest dwoistej postaci: nieruchoma, jak zawieszony ponad sceną "strych", pomieszczenia obok strychu, pojawiające się od czasu do czasu po jego bokach, w których to wybrane postacie komentują sytuacje oraz scenografia ruchoma: czerwone stołeczki, na których panowie we frakach jeżdżą po parkiecie sali, dzieci w wózeczkach, ciągniętych przez Amora, pudło z samymi kobiecymi i męskimi, nagimi nogami w kabaretkach czy majteczkach, które poruszają się w tańcu, po czym pudło zamienia się w akwarium z rybkami.
 
Dobra, minimalistyczna, a więc jednocześnie "pełna", bez zbędnych nawarstwień, przyciągająca oko, ale - nie odciągająca uwagi scenografia, dzięki której aktor pozostaje na pierwszym planie, została zaprojektowana przez Agatę Dudę-Gracz. Podobnie jak interesujące, często błyszczące, atrakcyjnie wizualnie kostiumy, mające wprowadzić elementy parodii, przerysować postacie i zdystansować, jak np. jelenie rogi przyprawione mężczyznom, gołe nogi mężczyzn w białych majtkach, indiański pióropusz. Kostiumy chwilami gryzą się kolorystycznie, zamiast dopełniać, zwłaszcza niektóre suknie panien, co powoduję "nadmiar groteski", ale w całości są rzeczywiscie przemyślane i świetnie dobrane.

aktorzy na loterii
Aktorzy w „Loterii...” grają dobrze. Ruch aktorów "na dole", w konwencji "starej" jest precyzyjny i odpowiedni do wypowiadanego tekstu. Jedynie trzy spadkobierczynie na zawieszonym strychu pozostają nieco mniej wyraźne scenicznie, we właściwie w tym przypadku zastosowanej konwencji współczesnej. Ze śpiewem jest różnie. Ogólnie bardzo dobrze, czasami trochę za cicho. Muzyka, momentami również za cicha, lecz lekka i frywolna, grana przez Orkiestrę Opery Krakowskiej, pozostaje pod świetną dyrygenturą Piotra Sułkowskiego.

 "Loteria... to chaotyczny, ciągnący się w nieskończoność zestaw scenek i pomysłów"?
Interesujące, że wśród krytyków spektakl wywołuje skrajnie odmienne opinie: Magdalena Huzarska w Polskiej Gazecie Krakowskiej /08-11-2007/ o kostiumach w "Loterii..." pisze: nie dość, że "naprawdę ładne, to na dodatek dowcipnie określały charakter bohaterów (...)". O tych samych kostiumach Joanna Targon w Gazecie Wyborczej /07-11-2007/: "A to mężczyźni wdziewają jelenie rogi, a to chórzyści we frakach jeżdżą na pluszowych falbaniastych stołkach jak na sankach. Kostiumy starają się ze wszystkich sił być perwersyjne (impresario w czerwonym cekinowym wdzianku i pudrowanej peruce)."
 
Dodam w tym momencie, że konwencja wodewilu czy operetki umożliwia inscenizatorom korzystanie właśnie z takich elementów kostiumu czy scenografii, które poprzez swoja "nietypową wizualność" bądź w "zderzeniu z innymi" maja wywoływać śmiech, niesmak, zdziwienie, zaskoczenie etc. A czy "czerwone cekinowe wdzianko i pudrowana peruka" impresario są perwersyjne to trudno się zgodzić. Bardziej szokujące mogą się wydać na pewno nagie nogi panów w samych majtkach, a nie czerwień zapiętego na ostatni guzik, błyszczącego, tandetnego i ekskluzywnego jednocześnie kostiumu impresario, mającego wydobywać z tej postaci pewne szczególne cechy.
 
W tej samej recenzji czytamy: "sytuacje nieoczekiwane, dowcipy błyskotliwe. Wciąż ktoś się tu demonicznie wygina, zaznacza dystans i usiłuje wygenerować szampańską zabawę konwencją. Wszystko chce być w każdym momencie zabawne, lekkie i ironiczne". I komentarz: trudno, żeby operetka, której i libretto i muzyka jest wesoła przybierała w grze aktorskiej inne formy niż te, które zastosowano. W końcu to jest teatr muzyczny, a nie dramatyczny! Czytamy również "dla reszty widzów pozostaje połączenie współczesnej komedii z wodewilem i kabaretem sprzed stu lat." I znowu: A czy w zamierzeniu nie miała być to właśnie taka kompilacja? Taki zrekonstruowany "kabaret sprzed stu lat"?

Reżyseria jest polem twórczej ekspresji, dziedziną, w której dokonuje się pewnych wyborów artystycznych. "I na tym strychu, czyli klatce zawieszonej nad sceną, panny pozostają, pojawiając się w świetle z morderczą regularnością" – pisze dalej Joanna Targoń. Tak jakby ta "mordercza", zegarmistrzowska wręcz regularność była czymś złym. Tymczasem jak wiadomo nie wszystkie spektakle mają charakter "improwizacyjnych wariacji na temat" czy amofriczną strukturę, a w reżyserii regularność stoi na równi z nieregularnością, obie sa dozwolone. W operetkowym stylu „Loteri...”, sięgającym do dawnych konwencji, owa "mordercza regularność" wydaje się niekwestionowanym atutem, choć oczywiscie daleka jest od wizyjności.

"Ale ich celem nie jest wzbudzenie donośnego rechotu, lecz zabawa w dobrym guście. Nie chcę wyjść na zadufka, więc nie powiem, że dla inteligentnych." - napisał w Dzienniku Polskim Adam Walaciński / 09-11-2007/ i jest to dobry cytat na zakończenie. Myślę, że śmiało można przyznać, że "Loteria na mężów, czyli Narzeczony Nr 69" jest zabawą nie tyle dla inteligentnych, co dla otwartych, i przede wszystkim - jest zabawą!


Alicja Jasiok
alicja.jasiok@dlastudenta.pl





Słowa kluczowe: "Loterii na mężów, czyli Narzeczony 69" opera krakowska recenzja recenzje teatry kraków wydarzenia
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
PidÅźamowcy
Pidżamowcy - Manhattany ekstazy [Recenzja spektaklu]

Bez znieczulenia o polskim szpitalnictwie. Oceniamy nową premierę teatru WTW.

Makbet
Makbet - recenzja spektaklu

Oceniamy nowy spektakl Teatru Muzycznego Capitol.

Szaberplac, moja miłość
Szaberplac, moja miłość - recenzja spektaklu

Oceniamy nową premierę Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Polecamy
Dylematy krytyków: "Loteria na mężów..."
Dylematy krytyków: "Loteria na mężów..." Kraków

"Loteria na mężów, czyli Narzeczony Nr 69" jest zabawą nie tyle dla inteligentnych, co dla otwartych, i przede wszystkim - jest zabawą!

Brak zdjęcia
West Side Story

West Side Story to współczesna wersja szekspirowskiego Romea i Julii, tragiczna historia miłości osadzona w realiach przedmieść Nowego Jorku końca lat 50-tych.

Ostatnio czytane
Dylematy krytyków: "Loteria na mężów..."
Dylematy krytyków: "Loteria na mężów..." Kraków

"Loteria na mężów, czyli Narzeczony Nr 69" jest zabawą nie tyle dla inteligentnych, co dla otwartych, i przede wszystkim - jest zabawą!

Brak zdjęcia
West Side Story

West Side Story to współczesna wersja szekspirowskiego Romea i Julii, tragiczna historia miłości osadzona w realiach przedmieść Nowego Jorku końca lat 50-tych.

Popularne
Mayday 2, czyli wyśmienitej zabawy ciąg dalszy
Mayday 2, czyli wyśmienitej zabawy ciąg dalszy Kraków

4. czerwca mijają trzy lata od daty krakowskiej premiery "Mayday 2". Ta słynna farsa, spisana piórem Raya Cooney'a i wystawiana przez Teatr Bagatela, wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem.

"Gry" na wielu poziomach
"Gry" na wielu poziomach

W 1988 roku w jednym z izraelskich kibuców 11 mężczyzn zgwałciło 14-letnią dziewczynkę. W późniejszym procesie sądowym jedynie 4 spośród nich zostało uznanych winnymi i skazanych na karę pozbawienia wolności.

Konkurs Ziaja